<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Chaos Vault &#187; Felietony</title>
	<atom:link href="http://chaosvault.com/category/felietony/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://chaosvault.com</link>
	<description>Black, Death, Doom, Heavy, Power, Thrash</description>
	<lastBuildDate>Wed, 08 Feb 2012 16:02:01 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Coś o ubiorze czyli Only T-Shirt is Real!</title>
		<link>http://chaosvault.com/felietony/cos-o-ubiorze-czyli-only-t-shirt-is-real/</link>
		<comments>http://chaosvault.com/felietony/cos-o-ubiorze-czyli-only-t-shirt-is-real/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 07 Jun 2010 17:35:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Oracle</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felietony]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://chaosvault.com/?p=2742</guid>
		<description><![CDATA[Różne grupy społeczne mają różne pojęcie odnośnie atrybutów tak materialnych jak i duchowych, które określają poważanie i prestiż osobnika. Na spotkaniu Business Center Club będzie to, co zrozumiałe, ilość cyfr końcowego salda rachunku oszczędnościowo – rozliczeniowego. Na spotkaniu kółka oazowego – ilość litanii, jaką umie dany delikwent wygłosić z pamięci. Wśród członków klubu poselskiego Prawa [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2010/06/metal_fan.jpg" rel="lightbox[2742]" title="metal_fan"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-2743" title="metal_fan" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2010/06/metal_fan-150x150.jpg" alt="metal fan 150x150 Coś o ubiorze czyli Only T Shirt is Real!" width="150" height="150" /></a>Różne grupy społeczne mają różne pojęcie odnośnie atrybutów tak materialnych jak i duchowych, które określają poważanie i prestiż osobnika. Na spotkaniu Business Center Club będzie to, co zrozumiałe, ilość cyfr końcowego salda rachunku oszczędnościowo – rozliczeniowego. Na spotkaniu kółka oazowego – ilość litanii, jaką umie dany delikwent wygłosić z pamięci. Wśród członków klubu poselskiego Prawa i Sprawiedliwości – odległość, jaka dzieli ich fotel od fotela Prezesa. Wśród metalowej braci zaś &#8211; rzecz zdawałoby się trywialna. Koszulka.</span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;">Oczywiście nie może to być koszulka byle jaka. Bo, jak wiadomo w przyrodzie występują koszulki i Koszulki. Te pierwsze to wiadomo. Iron Maiden jeszcze z metką, Metallica prosto z folii. Czyli lajcik. Nawet jeśli na zapadłym torsie widnieje okładka kapeli cięższego kalibru niekoniecznie musi to oznaczać, że czarne ziomy będą przed Wami czuć respekt. Bo przecież teraz wystarczy dwa kliknięcia myszką i już możecie sobie skompletować koszulkową galerię z okładkami wydawnictw takiego Burzum. Azarath też nie (wyobraźcie bowiem sobie – jebani pozerzy zagrali trasę z Behemoth!). To nie może być oklepana nazwa. Trzeba wyczuć, co jest na czasie.</span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;">Inna sprawa jest z Koszulkami. To nie jest zwykła koszulka z okładką lub logówką. To musi być coś. Underground. Kult. Zło kurwa zło! Taki przykład. Swego czasu bawiłem na koncercie kilku black metalowych hord, które nawiedziły były stolicę Podkarpacia. Wychodząc z domu założyłem na garba pierwszą lepszą koszulkę, jaka akurat leżała na stercie czystych. Nie pomnę – Maleolent Creation to było, Testament może. W każdym razie jeden będący tam osobnik wziął był uwziął się na mą osobę, życie chcąc mi uprzykrzyć, werbalnie umiejscawiając mnie w grupie ludzi o marnej w środowisku metalowym reputacji. Czyli wśród pozerów. Kilka tygodni minęło, kolejny koncert się zbliżał, a że przewidywałem na nim rzeź rozmiarów małej corridy, przezornie odziałem się w starą i dziurawą koszulkę ze stosiku „tylko na koncert”. „The Time Before Time” okładka przecudnej urody na materiale wyblakłym i gęsto dziurami przykrytym. I cóż się okazało, pewnie się domyślacie. Niedoszły mój prześladowca w rzeczy samej podszedł piątaka przybił, gawędzić chciał i myśli wymieniać. Zapewne mej twarzy, do niedawna jeszcze iście pozerskiej i metalu nie godnej, nie poznał. Od razu inaczej się poczułem. Do baru już nie szedłem lecz kroczyłem, do znajomków miast po prostu mówić, przemawiałem.</span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;">Wniosków płynie stąd wiele. Mało kogo obchodzi płytoteka gościa, którego widzimy na koncercie czy ulicy. Wszak kto by się skupiał na tak szerokim zagadnieniu u osoby, którą skłonni jesteśmy obdarzyć szacunkiem ni blanco, jak  jej gusta muzyczne, ilość krzyżyków, w służbie metalu bądź innej aktywności na scenie. Metal, wzorem Kacykowa skupi się na szczegółach. Czy na piersiach ma logo VON (kult kurwa kult) czy raczej Immortal (pozer jebany). Czy ma skórzane spodnie czy raczej bojówki firmy Cherokee z przeceny w tesco, do tego z nogawkami wpuszczonymi do glanów – a to przecież już niemodne, czy ma ramoneskę czy li jedynie skajkę z H&amp;M. Nie dziwota zatem, że przy tak ważkich zagadnieniach ginie fakt, czy ktoś zna na pamięć 2/3 treści z Metal Archives czy myli się przy dyskografii Kata. Czy od dwudziestu lat tworzy polską scenę metalową wychodząc na scenę w koszulce coca coli, czy właśnie dostał od babci na gitarę, bo zdał ładnie maturę, a że mu kasy styknęło, to kupił sobie t shirt z front coverem „Rotting”, bo w sklepie internetowym była wyprzedaż. A faktyczną płytę? A kumpel miał na empetrójkach to zgrał razem z dyskografią Running Wild (bo się rozpadli, więc będzie wkrótce kult) i tym nowym Darkthrone, co to ma premierę w przyszłym miesiącu.</span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;">Żeby nie było. Gdy już mam sobie kupić jakiś t-shirt (abstrahując od tego, że wolę na to miejsce płytę) też staram się, by była to koszulka raczej unikatowa, niż taka sama, jaką kupiło sobie na danym koncercie dwanaście osób przede mną i siedem po mnie. Jednak t shirt to za mało, by moim zdaniem, zaskarbić sobie respekt i zapewnić prestiż. To już nie 1987, kiedy w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej koszulka była nieosiągalna. Sporo osób żyje jednak mentalnie nadal dwadzieścia lat wstecz, pomimo że nierzadko nie było ich wówczas na świecie&#8230;</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chaosvault.com/felietony/cos-o-ubiorze-czyli-only-t-shirt-is-real/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Recenzent Wieczny Malkontent</title>
		<link>http://chaosvault.com/felietony/recenzent-wieczny-malkontent/</link>
		<comments>http://chaosvault.com/felietony/recenzent-wieczny-malkontent/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 26 Apr 2010 14:50:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ef</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felietony]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://chaosvault.com/?p=1746</guid>
		<description><![CDATA[Ciężkie jest życie recenzenta muzycznego. Zamiast blichtru i należnej  sławy, ciągłe wymazywanie gumką miast, gdzie nigdy już nasza noga nie  postanie, bo zespół który oceniliśmy niesprawiedliwie przecież, przypiął  nam łatkę banity. Ciężkie jest życie recenzenta muzycznego. Zamiast  zachwytów nad naszym kunsztem i szermierką słowną, zranieni  (niesprawiedliwie – dodajmy ) muzycy, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2010/04/gilotyna.jpg" rel="lightbox[1746]" title="gilotyna"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-1749" title="gilotyna" src="http://chaosvault.com/wp-content/uploads/2010/04/gilotyna-150x150.jpg" alt="gilotyna 150x150 Recenzent Wieczny Malkontent" width="150" height="150" /></a>Ciężkie jest życie recenzenta muzycznego. Zamiast blichtru i należnej  sławy, ciągłe wymazywanie gumką miast, gdzie nigdy już nasza noga nie  postanie, bo zespół który oceniliśmy niesprawiedliwie przecież, przypiął  nam łatkę banity. Ciężkie jest życie recenzenta muzycznego. Zamiast  zachwytów nad naszym kunsztem i szermierką słowną, zranieni  (niesprawiedliwie – dodajmy ) muzycy, wmawiają nam, że się nie znamy i  opisać rzekomego piękna ich twórczości nie potrafimy.</p>
<p>Ciężkie jest życie recenzenta muzycznego. Zamiast, należnych nam  przecież słów pochwały, peanów na cześć naszej ogromnej muzycznej  wiedzy, słyszymy co najwyżej, że „jak nas zespół dorwie, to nam nogi z  dupy powyrywa”. Zero zrozumienia dla naszych starań pisania rzetelnych i  obiektywnych przecież, recenzji. Ciężkie jest życie recenzenta  muzycznego.  Zamiast świętego spokoju i ciszy, która tak potrzebna jest  po kolejnych przesłuchaniach najnowszych dokonań TYCH sławnych ( i  trochę mniej ) grup , wciąż jesteśmy zaczepiani przez młodych adeptów  Rock&amp;Rolla, którzy wciskają nam swoje muzyczne „nowatorskie”  dokonania, robiąc przy tym oczy niczym kot ze Shreka 2. I weź tu odmów.</p>
<p>Ciężkie jest życie recenzenta muzycznego. Zamiast należącej nam się  chwili radości, kiedy to chcemy siąść sobie ze znajomymi płci obojga i  pogadać o niczym, nagle podchodzi do nas wymieniony wyżej adept (  chociaż tu pasuje bardziej określenie : słuchacz muzyki) i zadaje to  sakramentalne pytanie. „A czego teraz się słucha?” Nic to, że ciśnie się  nam na usta mało wysublimowana riposta : „Matki”. Trzeba cierpliwie  nieść kaganek muzycznej oświaty. Ciężkie jest życie recenzenta  muzycznego. Zamiast prostego „stoję jak kołek (…). Nie wiem co mówić na  przyjęciach”, trzeba błyszczeć. Nie ugiąć się pod pytaniem  „ a co  sądzisz o tym nowym prądzie w tajwańskiej muzyce niezależnej. Czyż nie  należy się zachwycić jego eklektyzmem?”. Chciałoby się powiedzieć, że  nie wiem, nie znam się. Ewentualnie, że tę kompilację jak i treści  które są w tej muzyce łączone, mamy gdzieś. Ale nie można, światłość i  celność naszych uwag musi pozostać faktem.</p>
<p>Ciężkie jest życie recenzenta muzycznego. Zamiast przesłuchiwania  swoich ulubionych kapel, zmuszeni jesteśmy do zapoznawania się z  zespołami, których poza muzykami i ich najbliższymi rodzinami, nikt nie  zna. Skutkiem tego, wytwarza się w recenzencie muzycznym pewnego  rodzaju odruch warunkowy. Nasz pień mózgowy wysyła bodziec i na każde  pytanie, które dotyczy zespołu, który znać przecież powinniśmy, bo jest  sławny odpowiadamy : „Nie, jeszcze nie słyszałem”. Mniej istotne czy  usłyszeć chcemy, ale przecież musimy tworzyć wrażenie osoby zapracowanej  i zawalonej wprost muzyką inną, acz nowatorską, ale nie zapominającej o  pionierach. W muzyce przecież niewiele się dzieje, więc naszym psim  obowiązkiem jest znać wszystko i wszystkich.</p>
<p>Pomarudził i ponarzekał, ale co tak naprawdę chciał powiedzieć? Jedni  sklejają papierowe modele, inni zbierają puszki od piwa, ewentualnie  butelki po wódce. A ja lubię pisać  o muzyce mimo, że ma to taki sam  sens jak tańczenie o architekturze (wybaczcie to wyświechtane porównanie).</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chaosvault.com/felietony/recenzent-wieczny-malkontent/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak to na koncercie ładnie</title>
		<link>http://chaosvault.com/felietony/jak-to-na-koncercie-ladnie/</link>
		<comments>http://chaosvault.com/felietony/jak-to-na-koncercie-ladnie/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 25 May 2009 13:45:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Oracle</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felietony]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://chaosvault.com/?p=307</guid>
		<description><![CDATA[Ostatnimi czasy w internecie (bo gdzieżby indziej, hehe) natknąłem się na coś, co mógłbym nazwać, za autorem, poradnikiem, jak zachować się podczas pogowania (chociaż ja nie lubię tego zwrotu, bo kojarzy mi się ono raczej z punkami z Jarocina, niż porządnymi metalami). I co tu kryć, już sam zamysł skodyfikowania tego swoistego savoir – vivre’u [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } -->Ostatnimi czasy w internecie (bo gdzieżby indziej, hehe) natknąłem się na coś, co mógłbym nazwać, za autorem, poradnikiem, jak zachować się podczas pogowania (chociaż ja nie lubię tego zwrotu, bo kojarzy mi się ono raczej z punkami z Jarocina, niż porządnymi metalami). I co tu kryć, już sam zamysł skodyfikowania tego swoistego savoir – vivre’u wydał mi się dziwny, ale potem oświeciło mnie, że ja po prostu pod sceną zawsze daję upust emocjom i tak dalej, a tu – proszę, mogłem zastosować w pełni świadomie jakąś z taktyk podsuniętych przez osobnika o pseudonimie Get (wolę nie dociekać, skąd taka ksywka). Zainspirował mnie jednak tenże tekst, postanowiłem więc wzbogacić dorobek ludzkości o swoje własne przemyślenia. Get podpowiadał Wam, moje metaluchy, jak bawić się w młynie? Phi. Ja Wam powiem jak bawić się podczas trwania całego koncertu.</p>
<p>Najpierw trzeba się oczywiście na coś wybrać. Najlepiej zasięgnąć języka, co też tam gra w mieście w najbliższym czasie. Azarath? Super, ekstra – najpierw trzeba się pochwalić kumplom („wiecie chłopaki, tam Inferno z Behemotha gra”), potem pasowałoby ściągnąć jakieś empetrójki („zajebiście grzmocą, jak Vader, też death metal”) i już możemy z czystym sumieniem śmigać na koncert. Przed wyjściem związujemy włosy w kucyk (sięgają już do ramion, więc możemy), ubieramy najnowszą koszulkę i chowamy pentagram na rzemyku do kieszeni – ubierzemy go dopiero przed wejściem na koncert, bo po drodze może nas spotkać sąsiadka albo nauczycielka, powie rodzicom i szlaban murowany.</p>
<p>Jak już dotarliśmy przed klub, w którym cała sprawa ma miejsce, to trzeba się czymś zająć, bo jak to w Polsce bywa, koncert ma zapewne obsuwę (cieszcie się, że nie organizowała całości jedna różana agencja, bo do domu wrócilibyście szybciej niż myślicie, hehe). No a co robi metal w wolnym czasie? Jasne, że pije. A więc szukacie w okolicy jakiegoś źródełka, w którym to zaopatrujecie się w odpowiednie zasoby napoju. Piwo oczywiście wypijacie szybciorem przed klubem, najlepiej w jakichś krzakach, potem lecicie jeszcze po drugie i trzecie. Jak macie szczęście, to spotkacie kolegów, z którymi wypada się przywitać odpowiednio głośno, najlepiej robiąc „AAAAARRRRRGGGGHHHHH, SZAAAAATAAAAAN!!! Siemasz, stary!!!!”. To nic, że z kolegą widzieliście się wcześniej tego samego dnia w szkole i tego typu wylewności normalnie uznaje się za zbędne, ale jak kult to kult. W tak doborowym towarzystwie wchodzimy do klubu, bo widzimy, że ochrona otworzyła drzwi. Aha, no i nie zapomnijmy wyciągnąć pentagramu na wierzch!</p>
<p>W środku, podczas trwania koncertu lepiej jest stać z boku, pod żadnym pozorem nie wchodzić w młyn (mimo tego, że Get pisał, że to bezpieczne i tak dalej), no bo po co? Żeby poszarpali nam nową koszulkę, specjalnie na koncert ubraną, rzemyk z szyi zerwali? Najlepiej stać za szalejącymi pod sceną ludźmi. I tu uwaga: jeśli jesteś przypadkiem z dziewczyną, to możecie tulić się do siebie w czasie gdy na scenie szaleje taki Azarath, no bo czy jest coś bardziej romantycznego i klimatycznego zarazem? Chyba tylko przechadzka parkiem przy pełni księżyca, przy czym nie zawsze możecie tak późno z domu wychodzić. Więc nie ma to jak intymna bliskość drugiej połówki w takim właśnie momencie. Jednak jest jeden problem – nie dla wszystkich death metalowy koncert może być równie romantycznym przeżyciem, co dla Was. Mogą was potrącąć, czasem może ktoś w Was wpaść – wtedy wasz gniew jest wskazany wręcz, no bo niby czemu mają Wam przeszkadzać? Pamiętajmy, że metale to też często chamy. Jeśli jednak nie jesteście z osobą towarzyszącą i dopiero macie zamiar taką właśnie sobie przygruchać (o czym za chwilę), a macie ze sobą telefon z aparatem, poróbcie trochę zdjęć. Spróbujcie podejść z komórką jak najbliżej sceny, podetknijcie telefon pod sam nos wokaliście, gitarzyście i komu tam dacie radę i pstrykajcie fotki, by pochwalić się kolegom. Zespołem się nie przejmujcie, oni uwielbiają takie przejawy sławy.</p>
<p>Ponadto w dobrym tonie jest znać na przykład teksty piosenek wykonawcy, którego koncert akurat się ogląda – pokazuje się wtedy, że jest się naprawdę oddanym sprawie metalem. Jeśli jednak liryki danego zespołu nastręczają wam jakichś trudności, cóż – zawsze możecie robić pod sceną tak zwaną rybkę, czyli poruszać niemo ustami, starając się przy tym robić wrażenie jakbyście rzeczywiście darli ryja wraz z wokalistą. Można też skandować tytuły piosenek, które pragniecie usłyszeć, ale uwaga: jeśli specjalnie w tym celu nauczyliście się na pamięć konkretnych dwóch czy trzech tytułów, musicie uważnie śledzić komentarze i zapowiedzi wokalisty, bo może się zdarzyć tak, że utwór, którego tytuł usilnie skandujecie został już odegrany, a wy po prostu nie rozpoznaliście go. No a jeśli chcecie zabłyszczeć, a wiadome wam jest, że występująca obecnie kapela ma w swym repertuarze jakiś cover, to możecie skandować również przez cały czas tytuł danej przeróbki – dla kapeli na pewno nie będzie irytującym to, że publika domaga się obcego utworu w miejsce autorskich kawałków.</p>
<p>Dobra, na koncercie nie tylko spotyka się znajomych i pije piwo. Koncert to wspaniała okazja do zarwania jakiejś fajnej metalówy. Jednak nie jest to taka łatwa sprawa, bo wiele jest sposobów, by wpaść w oko metalówie (które jak wiadomo są niezwykle wymagającymi dziewczętami). Pierwszy wariant, to podejście na tak zwanego pewniaka. Tu walimy od razu, prosto z mostu – najlepiej, jeśli chcemy zostać zauważeni, podchodząc klepnąć dziewoję w tyłek i zarzucić niezłym tekstem, np. „Fajna dupa z Ciebie, wiesz?” Pamiętajmy jednak, że nie wszystkie metalówy są tak śmiałe jak Wy i jeśli coś tu nie pójdzie to w najlepszym przypadku laska odejdzie w inne miejsce, zaś w najgorszym – będziecie mieli wątpliwą przyjemność rozmowy (oby tylko) z kolegą tejże, którego wcześniej nie zauważyliście. Inny sposób, bardziej bezpieczny, polega na nawiązaniu do koncertu przy zagajaniu dialogu: „Niezły koncert, nie?”. Pamiętajmy jednak, że po potwierdzeniu naszego błyskotliwego spostrzeżenia, nie możemy zasypywać gruszek w popiele, lecz ciągnąć dalej zaczętą rozmowę i tak ją prowadzić, by koncert nie skończył się na zaliczeniu jedynie kilku piw. Innym sposobem na wyjście z klubu w towarzystwie panienki, jest lekkie nagięcie prawdy, w stylu „Ech, nieźle grają i pomyśleć, że miałem z nimi grać, tylko moja kapela nie dojechała… Masz ochotę na piwo, maleńka?” Czasem po takiej deklaracji zdarza się, że maleńka ma ochotkę nie tylko na piwko…</p>
<p>Gdy zabrzmi już ostatni dźwięk, ktoś z kapeli rzuci w tłum przepoconą koszulkę, którą miał i tak wywalić na śmietnik, podobnie z piórkami do gitary czy frotką z ręki perkusisty, pora zbierać się do domu. Pamiętajcie jednak, by ściągnąć pentagram! Jutro zaś nieomieszkajcie pochwalić się kolegą, jak to szaleliście dziko na gigu… I do następnego razu!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chaosvault.com/felietony/jak-to-na-koncercie-ladnie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kubuś Fatalista o Modzie</title>
		<link>http://chaosvault.com/felietony/kubus-fatalista-o-modzie/</link>
		<comments>http://chaosvault.com/felietony/kubus-fatalista-o-modzie/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 22 Apr 2009 13:35:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Oracle</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felietony]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://chaosvault.com/?p=1624</guid>
		<description><![CDATA[Moda jest wszechobecna w muzyce metalowej, nieważne jak bardzo chcielibyście myśleć, że wasz ukochany hałas to nonkonformistyczna oaza niezależności, odporna na wszelkie trendy. Dzięki waszej koszulce Iron Maiden, glanom i plecakowi – kostce z trzema naszywkami, idąc ulicą czujecie, jak bardzo jesteście inni od reszty wałęsającego się po świecie pospólstwa, ekscytującego się Rubikiem i romansem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;">Moda jest wszechobecna w muzyce metalowej, nieważne jak bardzo chcielibyście myśleć, że wasz ukochany hałas to nonkonformistyczna oaza niezależności, odporna na wszelkie trendy. Dzięki waszej koszulce Iron Maiden, glanom i plecakowi – kostce z trzema naszywkami, idąc ulicą czujecie, jak bardzo jesteście inni od reszty wałęsającego się po świecie pospólstwa, ekscytującego się Rubikiem i romansem Dody. „Ach, jak dobrze być indywidualistą” &#8211; myślicie. I myślicie sobie tak, do momentu, aż wpadniecie na wychodzącego zza rogu typa w takiej samej koszulce Ironów, glanach i nawet podobnym zestawem naszywek na plecaku. „No jak śmiał kupić taką samą koszulkę jak ja!?” –przeklinacie go w myślach, nie zdając sobie zapewne nawet sprawy, jak bardzo wówczas jesteście podobni do rozwydrzonych aktorek, patrzących z zazdrością na koleżanki po fachu w sukience od tego samego kreatora, podczas gali Telekamer.</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Tak, moi drodzy &#8211; moda była, jest i będzie. I nie chodzi mi tu jedynie o identyczny ubiór, gdyż jest to zaledwie jedna z wielu płaszczyzn, na których przejawia się to, znienawidzone przecież przez takich indywidualistów jak metalowcy, zjawisko. To co, może krótki przegląd?</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Na pierwszy ogień (piekielny rzecz jasna) rzućmy coś tak oczywistego, jak moda w sferze stricte muzycznej. Chyba każdy gatunek miał swoje pięć minut. Klasyczny heavy metal i jego mutacje, jak power i pochodne, na topie był już kilkakrotnie. Ostatnim razem zaowocowało to wylewem kapel wzorujących się na Hammerfall, Rhapsody i im podobnych. Black? Proszę bardzo – fala z początku lat dziewięćdziesiątych to już niemal przykład rodem z Encyklopedii PWN. Thrash to oczywiście lata osiemdziesiąte, ale i obecnie zaczyna się mówić o odrodzeniu tegoż gatunku, głównie z powodu sporej ilości niezłych debiutów. Że nie wspomnę o szwedzkim death metalu… W każdej z tych nisz znalazło się kilku, kilkunastu prekursorów – ojców założycieli i cała masa naśladowców (lub mniej pejoratywnie – spadkobierców). Z tym, że owy wysyp nie był spowodowany nagłym pospolitym ruszeniem i zakładaniem na potęgę nowych grup (choć to po części również), ale często była to inicjatywa wytwórni, wydających wszystko co było akurat na czasie. Tak jak dziś rzecz ma się z metalcorem. Moda ta ma więc miejsce głównie z winy wytwórni płytowych, często ze szkodą dla dobrych kapel, które znikają w potopie tandety, jak Kaczyński na wykopkach.</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Moda numero duo, która właściwie również nie przeminęła, to moda na bycie kultowym. W czasach, gdy TVN reklamuje „Kryminalnych” jako serial kultowy, status kultu zyskało też coś takiego jak iPod, zastanawia mnie jedno &#8211; czy osobnik krzyczący, iż jego debiut, limitowany do 30 kopii CDR, również jest kultowy, chce tym samym sobie pomóc, czy zaszkodzić. Samo zjawisko, jak dobrze wiecie, polega na uwielbieniu wszystkiego tego, co stare oraz zwalczaniu, tego co nowe i modne. Takie postępowanie jest o tyle ciekawe, że samo z kolei staje się również w końcu modne i wówczas taki kultowiec ma zagwozdkę  &#8211; rewolucja zeżarła własne dziecko. Oczywiście, nie mówię o kapelach, które faktycznie okrzyknięto kultowymi w pełni zasłużenie. I to jest ta różnica – je okrzyknięto, a nie same się okrzyknęły. Moda na bycie kultowym dotyczy również i kultowego brzmienia. Bo jeśli taki osobnik gra w kapeli, to pragnie, by brzmiała ona tak, jak brzmieli kiedyś jego idole &#8211; obiekt odniesienia, datowany zazwyczaj na lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku. Nie zdaje on sobie sprawy, że zapewne gdyby tylko ta stara kapela miała taką możliwość, to nagrałaby płytę z o wiele lepszym brzmieniem. A tak niechcący spłodziła kult &#8211; zdarza się. Niemniej jednak jest to bardzo popularne zjawisko, zwłaszcza w podziemiu, a synonimem (mądre słowo, nieprawdaż?) zwrotu „kultowy” jest też takie coś jak „prawdziwy”. A już pewnie gdy jakaś kapela osiągnie status „prawdziwie kultowego” to spełni się mokry sen jej członków, hehe. Niemniej jednak ta moda jest bardzo ciekawą w obserwacji, więc polecam, polecam.</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Skoro już jesteśmy przy modzie na kult, to pochodną jej (w pewnym sensie) jest moda na lifting owego kultu. A czym ona się przejawia? Ano, ponownym nagrywaniem starych utworów, lecz z ulepszonym brzmieniem (co w pewien sposób potwierdza wcześniejszą tezę o kultowym soundzie co poniektórych). Jasne, kapele od zawsze nagrywały ponownie swoje stare kawałki, ale było to raczej jednorazowe dokonania (vide Exodus i „Impaler”, czy Kat i „Ostatni Tabor”), ale od kiedy Dimmu Borgir nagrał ponownie cały album „Stormblast” wybuchła nagle moda i sporo kapel poszło w ich ślady – między innymi Destruction, Helstar, Tankard, Moonspell, a ostatnimi czasy także nasz rodzimy Vader. W większości przypadków nie było konkretnych przesłanek do wydania tych płyt (to znaczy myślę, że jeden był – sami dojdźcie, jaki), no chyba że za takowe uważamy okrągłą trzynastą rocznicę czegośtam, hehe. Jak na mój (wypaczony) gust, jest to pójście po najmniejszej linii oporu, bo zaryzykuje stwierdzenie, że co by nie mówić o Dimmu Borgir, trzeba było odwagi na taki krok, lecz obecnie… W sumie większość z zarejestrowanych na nowo kawałków to tzw evergreeny, które nigdy się nie starzeją, więc jest pewność, że „nowy – stary” album na starcie zyska dobre noty. Tylko czy jest sens – czy Matejko poprawiał swoje obrazy, a Miłosz wiersze? Zakładam, że jeszcze chwila, może dwie i przejdzie trend na lifting kultu, a pojawi się coś nowego. Ale co to będzie, tego nie wiem, może nagrywanie płyt od tyłu (jak Diabeł nakazał) albo metalowe płyty unplugged…</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Okej, abstrahując od powyższego, przejdźmy do innej mody. Tak jak istnieje moda na bycie metalem, częścią sceny, to ostatnio zauważyłem coś na kształt trendu na masowe odcinanie się od tejże sceny i środowiska. Czasem, obserwując zachowania wybranych ludków na koncertach, w knajpach czy innych miejscach publicznych, a także śledząc ich przemyślenia czy działania, zdaje mi się, że mogę zrozumieć tych, którzy nie chcą mieć z nimi nic wspólnego, ale… Właśnie – ale. W co drugim wywiadzie można przeczytać deklaracje groźnych metalowców i mizantropijnych kapel, głoszące totalne odcinanie się od sceny, zerwanie wszelkich z nią powiązań i tym podobne „mocne” hasła. Może jestem w błędzie, ale jeśli ktoś nagrywa dla wytwórni skupiającej ileś tam kapel, odpowiada na wywiady, gra koncerty, to jest częścią tej sceny, czy tego chce czy nie. Przez swoją aktywność każdy tworzy szeroko pojętą scenę, ja tą pisaniną, Ty swoim czytaniem (bo niechybnie skądś ten numer Thrash’em All masz) a ktoś inny tym, że nagrał płytę. No a jeśli ktoś baaaardzo chce odciąć się od tej sceny, to chyba jedynym wyjściem będzie, jeśli przestanie nagrywać, grać sztuki, udzielać wywiadów – po prostu usiądzie w pokoju i będzie sobie w samotności brzdękał na gitarze. Chociaż „esencją odcięcia” jak dla mnie będzie rzucenie tego wszystkiego w pierony, sprzedanie wiosła, płyt, skasowanie mp3, spalenie koszulek i zajęcie się czymś konstruktywnym. Kandydowaniem do Sejmu, castingiem do Big Brothera, pisaniem książki kucharskiej…</span></p>
<p><span style="color: #000000;">Na tym może skończymy, choć moglibyśmy tak jeszcze długo. Ech, rozpisałem się i teraz zachodzę w głowę, czy cokolwiek z tego pisania wynikło. Nie wiem, czy konstatacją nie powinno być stwierdzenie, iż metal nie jest wolny od mód (brawa dla mnie za odkrycie na miarę przewrotu kopernikańskiego). Nie jest i nigdy nie będzie. Jeśli pojawi się jakaś moda, po pewnym czasie, na zasadzie akcji i reakcji pojawi się anty-moda. Jak nie trudno się domyśleć, po pewnym okresie i ona przerodzi się w modę głównego nurtu, by następnie spotkać się z kolejną kontrą. I tak dalej, jak (nomen omen) „Moda na sukces”, może się to ciągnąć w nieskończoność. Co więc nam pozostaje w takim wypadku? Ano chyba nic, po prostu róbmy swoje. A potem zobaczymy co z tego wyjdzie…</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://chaosvault.com/felietony/kubus-fatalista-o-modzie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

