Wydawca: Godz ov War Productions

Kojarzycie portugalski Summon? A powinniście, wszak była recenzja na Chaos Vault.  Serduszko mi krwawi, że nie odświeżacie już dawno napisanych recenzji. Za karę wprowadzę zamęt – Blasphemous Fire to Summon pod nową nazwą.

Na szczęście nie zmieniło się u nich wiele muzycznie oraz jakościowo. „Beneath the Darkness” to czterdziesta minutowa porcja gruzowatego metalu śmierci, do jakiego przyzwyczaili nas Portugalczycy już wcześniej. Ten nowy album utrzymany jest na tak samo wysokim poziomie.  Wsącza się w układ oddechowy, ale poprzez uszy – taka to przewrotna sprawa z tym albumem. Mamy tutaj też jednak trochę różnic, które sprawiają, że Blasphemous Fire odstaje od sporej części death metalowych zespołów, które kojarzą się Wam ze sceną „gruz”.  O ile „Hellios” osadzone było raczej w black/death metalowej stylistyce, tak w moim przekonaniu obecnie zdecydowanie więcej jest tutaj death metalu. Blackowych pierwiastków w zasadzie czuje się bardzo niewiele.

Kolejną różnicą jest tempo. Portugalczycy robią to obecnie ciut wolniej, a przy tym jakby melodyjniej w pewnych momentach. Oczywiście to tylko fragmenty, bo przyspieszeń dostajemy również sporo, a wtedy to już nie ma przebacz – blasty są równie gęsto co szycie na gitarach, jedynie wokal wyrzyguje wszystko w swoim tempie, jakby nie zważając na to, w jakim otoczeniu muzycznym pracuje.   Poza tym przyznam się Wam, że mnie bardziej podchodzą te wolniejsze  fragmenty na „Beneath the Darkness”.  Tutaj chwilami ocieramy się o funeral doom metal – no, może nie aż tak, ale jest blisko. Bardzo mi to odpowiada. Szczególnie w połączeniu z duszną atmosferą tego albumu.  Może to przez to odnoszę właśnie wrażenie, że nowe dzieło tego zespołu jest wolniejsze od „Hellios”.  I nie mam z tym problemu, a wręcz przeciwnie.

Zdecydowanie polecam Wam „Beneath the Darkness”.   Zadają kłam twierdzeniu, że scena gruzowatego death metalu  nie ma już wiele do zaoferowania. Posłuchajcie tej płyty i sami sobie odpowiedzcie.

Ocena: 8/10

Oracle
19479 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Ageless Gateway „Corruptor of Stars”Recenzje

Ageless Gateway „Corruptor of Stars”

OracleOracle5 listopada 2026
Wingless „Vision Beyond Form”Recenzje

Wingless „Vision Beyond Form”

OracleOracle4 listopada 2026
Taufpatin „Les Malfaisances de la Taufpatin”Recenzje

Taufpatin „Les Malfaisances de la Taufpatin”

OracleOracle3 listopada 2026

Skomentuj