Wydawca: Metal On Metal Records
Niestrudzeni w bojach, Chilijscy wojownicy o lepsze, metalowe jutro, po raz kolejny chwycili oręż w dłonie i ruszyli by palić, rabować, gwałcić, a przede wszystkim krzewić metalową oświatę narodom i ludom.
To już moja trzecia recenzja materiału Battlerage i będzie ona równie entuzjastyczna co dwie poprzednie. Bo nie sposób nie docenić ich kunsztu walki, przybranej strategii, siły zadawanych ciosów i ich trafności. Czyste heavy, czy jak wolą niektórzy – true heavy metalowe dźwięki wykute w szlachetnym kruszcu i zahartowane w boju – to skrócony opis „True Metal Victory”. Battlerage posługuje się tradycyjnymi dla tej muzyki środkami, bez żadnych nowości, jednak jest to nad wyraz skuteczne, Chilijcy trzymają się więc tego konsekwentnie. Potężne, dumne i równocześnie cholernie tradycyjne utwory zapadają Wam w pamięć jak data urodzin Waszej kobiety, imiona Waszych dzieci i marka pierwszego wypitego piwa. Ba, przy akompaniamencie takiego „Raw Metal” samemu chciałoby się dobyć miecza i wyrżnąć w pień pozerów, którzy uważają Sabaton za alfę i omegę wszystkich metalowych kapel świata. Słuchając solówek szukacie kołczanu, by Wasze strzały przeszyły ich bębenki słuchowe, tak jak solówki z „Black Sunday” przeszywa Wasze. Siła Battlerage chwilami ociera się wręcz o thrash metal, na przykład wstęp do „The Serpent Slumber”, co jeszcze bardziej czyni mnie szczęśliwym. I na zakończenie dostajemy znakomite zwieńczenie tej potyczki w postaci „The Warlock’s Epitaph”!
Generalnie „True Metal Victory” to niesamowity kąsek dla heavy metalowców z krwi i kości. Na koń więc, bracia i galopem do pracy, zarabiać pieniążki, które potem wydacie na ten album – warto!
Ocena: 9/10
Tracklist:
| 1. | Battlepath | ||
| 2. | Return of The Axeman | ||
| 3. | Blood on Iron | ||
| 4. | Raw Metal | ||
| 5. | Black Sunday (La Maschera del Demonio) | ||
| 6. | The Serpent Slumbers | ||
| 7. | Stygia | ||
| 8. | My Will Be Done | ||
| 9. | Warlock’s Epitaph |




