Skip to main content

Wydawca: Thrashing Madness Productions

Jeny, ale ja się pierdoliłem z tymi recenzjami tym razem. A wszystko przez to, że jakoś ni chuja mi nie podeszły te wznowienia. To znaczy – wznowienia wydane spoko, tylko muzyka… Ale przejdźmy do rzeczy.

Azazel to kapela z Będzina, która działała na początku lat dziewięćdziesiątych. Nie wiadomo nawet ile istnieli, bo drugiej z płyt dziś recenzowanych nawet nie wypuścili za życia, a nagrali ją w 1994 roku. Ale po kolei. Na płycie „Way of Suffering / Necroscope” znajdują się numery z tych dwóch demówek, wydanych odpowiednio w 1993 i 1992 roku. Dlaczego na odwrót? No nie wiem, tak Leszek je wrzucił na ten kompakt a osobiście – i już nie raz to podkreślałem – drażni mnie wrzucanie na jeden album materiałów z odwróconą chronologią. Muzycznie Azazel skupiał się na doom/death metalu, który w okresie ich działalności był dość popularny. Ale wiecie, skoro był popularny to na pewno byli tacy, którzy wykonywali go lepiej i tacy, którym trochę do nich brakowało. Niestety, Azazel plasuje się w tej drugiej grupie, moim zdaniem. Muzyka tej grupy jak dla mnie była / jest nudna. Po prostu. Wiem, że chłopaki chcieli zrobić zapewne klimat i ciężar, ale twórczość Azazel odkąd ich poznałem te parę miesięcy temu jawi się jako przysłowiowe flaki z olejem. Bardzo wolne, wolne i co najwyżej średnie tempa to coś z czym nie mam problemu, o ile zagrane jest to ikrą, jajem czy sercem. Tutaj nie czuję tego. Same kompozycje też pozostawiają wiele do życzenia, nawet biorąc pod uwagę fakt, kiedy te materiały były nagrane. Klawisze, od których przecie w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych nie stroniono są jakieś takie nijakie i w sumie mogłoby ich nie być. Riffy bardzo toporne i oklepane, już chyba nawet pamiętając że te materiały powstawały ćwierć wieku temu. Trochę to inaczej wypada na „Promised Land” gdzie kapela idzie bardziej w death metalowe rejony, jakby zapatrzyli się przede wszystkim na Vader, ale też na Krabathor. W dalszym ciągu jednak ta muzyka pozostawia wiele do życzenia i jest co najwyżej średnia. Słuchając „Promised Land” nudzę się w sumie tak samo jak przy wcześniejszych demówkach. To chyba tyle co mam do powiedzenia na temat tej muzyki.

Oczywiście wznowienia wydane są ładnie i starannie, co nie zmienia faktu, że już od jakiegoś czasu Thrashing Madness Productions wydaje rzeczy, za którymi chyba mało kto tęskni, materiały co najwyżej średnie. Czyżby wszystko co dobre w polskiej muzyce z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych zostało już wznowione?

Oracle
16676 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Newsy

Shed the Skin debiutuje

OracleOracle25 kwietnia 2016

Skomentuj