Wydawca: Selfmadegod Records
Trzeci album Dira Mortis stał się faktem. W przypadku zespołu, w którym skłąd jest dość niestabilny, to już jest sukces. A czy można mówić w przypadku „Ancient Breath of Forgotten Misanthropy” o sukcesie artystycznym?
Ależ kurwa oczywiście. I kolesiostwo nie ma tutaj nic wspólnego z tą opinią. Po prostu lepiej jest, tak jak Dira Mortis, wydawać jeden album na pięć lat niż pięć albumów na rok, które byłyby chujowe. A czy coś się zmieniło w muzyce zespołu? Przyznam, że trochę zmian jest tutaj słyszalnych. Przede wszystkim kapela skręciła jeszcze mocniej w stronę oldschoolowego grania. To znaczy, Leszek zawsze hołdował starej szkole grania i zawsze najmocniej słyszalne były u niego wpływy Incantation czy Asphyx – to zaś specjalnie rzucało się w uszy, gdy cała reszta rżnęła na potęgę ze szwedzkiej sceny death metalowej lub starała się grać mega technicznie. Nawet ostatnio do machania hantlami słuchałem sobie ich splitu z Valinor i jestem pod kurewskim wrażeniem, jak bardzo ta muzyka się rozwinęła, a równocześnie cały czas mając mocną, charakterystyczną podbudowę. Teraz Dira Mortis faktycznie do wymienionych wcześniej inspiracji włączyła trochę więcej klasycznych źródeł, jak wczesny Morbid Angel czy Grave (a początek „Worshipping the Terror Of Madness” brzmi dla mnie jak wyrwany z albumu Hell-Born). Duża zasługa też w nowym gardłowym, Kubie – drącym paszczę w Straight Hate. Tutaj ryczy całkiem inaczej, totalnie oldskulowo, co świetnie pasuje do muzyki Dira Mortis i jest mocnym punktem nowego albumu. No i jeszcze brzmienie. A raczej, KURWA BRZMIENIE – ponoć Leszek chciał milion ton przy produkcji no to je dostał. „Ancient Breath of Forgotten Misanthropy” jest najcięższą płytą tego zespołu, bezapelacyjnie. No ale poza zmianami mamy też pewien constans – długość poszczególnych utworów i ich wewnętrzna złożoność. Najkrótszy z nich ma sześć i pół minuty, a najdłuższy niemal dziesięć, a przez ten cały czas naprawdę sporo się dzieje. Jak to u Dira Mortis zresztą. Chyba wraz z tym krążkiem kapela osiągnęła swój top, w moim odczuciu to ich najlepszy album w ich dwudziestoletniej karierze.
Ale o tym sami się najlepiej przekonajcie sięgając po ten kawał death metalu. Nie widzę możliwości, żebyście mieli się nim zawieść. Po prostu kurwa nie widzę.
Ocena: 9/10
Tracklist:




