Sporo czasu minęło, do kiedy pastwiłem się nad jakimś wydawnictwem Agonia Records. Może to za sprawą faktu, że mało co z tej stajni mnie ostatnio zainteresowało. Postanowiłem się jednak zabrać za October Tide, bo lubię doom, chłopaki grają doom i tak jakoś poszło…
Wcześniej koło uszu zaświszczały mi jakieś nuty generowane przez tych Szwedów, ale nie powiem, żeby mnie ujęły swoim pięknem i urodą osobistą. October Tide gra doom bardzo melodyjny, mało tu gęstej atmosfery, głęboki growl robi co może, ale sekcja instrumentalna zdaje się przeczyć temu, co czyni pan krzykacz. Choć i z wychwalaniem wokalisty to też nie należy się zapędzać, bo to, co czasami się dzieje zahacza mi mocno o rejony muzyczne, których szczerze nienawidzę. Jakbym nie próbował tej płyty ugryźć, to zawsze mnie coś wkurwi. „Winged Waltz” ma momenty. Nie napiszę że nie. Nieraz mi się włos na plecach zjeży. Szkopuł w tym, że fajna atmosfera zaraz jest zepsuta przez jakiś zjebany riff albo melodyjkę. Moja wizja doom metalu jest zdecydowanie inna niż wizja panów z October Tide. Jak już najdzie mnie ochota na tego typu dźwięki, to puszczę sobie np. Saturnus, bo ci panowie to akurat wiedzą jak się gra bardziej melodyjny doom metal. Mają do tego wyczucie a October Tide nie ma…
Zwyczajnie męczy mnie ta płyta, nie chce mi się do niej wracać, elektroniczny format tego wydawnictwa mnie satysfakcjonuje i wątpię, żebym płytę nabył nawet przy zniżce rzędu 66,6%. Granie dla nikogo. Kropka.
Ocena: 4/10
Tracklist:
| 1. | Swarm | ||
| 2. | Sleepless Sun | ||
| 3. | Reckless Abandon | ||
| 4. | A Question Ignite | ||
| 5. | Nursed by the Cold | ||
| 6. | Lost in Rapture | ||
| 7. | Perilous | ||
| 8. | Coffins of November |





