No i dokonało się! Nowa płyta Blaze of Perdition zatytułowana „Near Death Revelations” już jest. Myślę, że nie przesadzę, jak napiszę, że jest o jedna z najbardziej wyczekiwanych pozycji na polskiej scenie roku 2015. No ja w każdym razie czekałem na to, co BoP stworzy po tym całym wypadku i historiach, które nie powinny się wydarzyć.
Moją ciekawość podsycały kolejne informacje oraz dwa numery opublikowane przed premierą. „Into the Void Again” od razu wpadł mi w ucho oraz przekonał mnie, że chłopaki pójdą drogą rozpoczętą na splicie z greckim Devathorn. Natomiast, gdy opublikowaniu „Królestwo Niczyje” to autentycznie zwiało mi kaszkiet z głowy i z moich ust wydobył się jedynie głęboki pomruk zachwytu hehe. Potem posłuchałem całość i napisze Wam jedno: na dzień dzisiejszy jest to najlepsze, co zostało wydanie na polskiej ziemi w roku bieżącym. Płyta absolutnie kompletna. Płyta, na którą czekałem, bo wiedziałem, że Blaze of Perdition ma niesamowity potencjał. Przyznaje, że i ja wcześniej trochę kręciłem nosem, bo uważałem, że Blaze of Perdition to taki polski Watain. Ta płyta zatkała mi mordę i mam nadzieje, że nie tylko mi, ale i innym osobnikom, którzy krytykują sobie dla sportu. Jakkolwiek głupio to nie zabrzmi: „Near Death Revelations” jest autentyczną, bardzo emocjonalną (słowo jak płachta na byka hehe) płytą. Niesamowite jak tu czuć emocje. Autentyczny żal, smutek, rozpacz… To wszystko tu jest. To wszystko słychać. To, co się stało kilka lat temu odcisnęło wielkie piętno na muzykach. I to słychać na tej płycie. Zajebistej płycie. Osobny temat to już wspomniane przeze mnie „Królestwo Niczyje”. Numer, jakiego dawno nie słyszałem. A jakby mnie ktoś zapytał, czy słyszałem coś podobnego to bym pewnie zrobił głupią minę w stylu greckiego filozofa i rozłożył bezradnie ręce. Świetne wokale, wywrzeszczane po polsku z niebanalnym tekstem. Coś bardzo rzadko spotykanego. Najlepszy numer na genialnej płycie. Szczęka na podłodze.
Nie mam pojęcia, co bym miał jeszcze napisać, bo już tyle tych recenzji się pojawiło, że pewnie każdy dźwięk został rozbity na czynniki pierwsze. Ja się pod tymi wszystkimi pozytywnymi recesjami podpisuje. Oprócz tej, w której ktoś zrobił porównanie, do Behemotha hehe, ale tam to chyba zachwytów nad „Near Death Revelations” nie było. Naprawdę gratuluje chłopakom takiej płyty. TAKIEJ płyty! Dla mnie ideał. Uwielbiam takie dźwięki, takie emocje, taką muzykę. Bezapelacyjnie maksymalna nota.
Ocena: 10/10
Tracklist:
| 1. | Królestwo niczyje | ||
| 2. | Into the Void Again | ||
| 3. | When Mirrors Shatter | ||
| 4. | Dreams Shall Flesh | ||
| 5. | Cold Morning Fears | ||
| 6. | The Tunnel | ||
| 7. | Of No Light |






Nie no w sumie to trochę brzmi jak The Satanist. Pewnie zrzynają z tych samych źródeł, co Adam XD
potwiedzam, składki z tego samego konta