Wydawca: Transcending Obscurity Records
Nie ukrywam, że sięgam po promówki z Transcending Obscurity Records z kilku powodów, a jednym z nich jest taki z pozoru błahy: dostaję je grubo przed dniem premiery, mam więc sporo czasu by zapoznać się z muzyką nań zawartą. Zazwyczaj też olewam promówki przysłane na przykład na tydzień przed dniem wydania, bo nie potrafię po dwóch odsłuchach wydać uczciwej opinii.
Taki Besotten natomiast wyda swój debiut w listopadzie i mam nadzieję, że po tej recenzji zdążycie odłożyć nieco grosza do Waszej świnki – skarbonki, by w dniu premiery zakupić „Eye of the Monolithicrypt”. No chyba, że death/doom metal nie leży w obszarze Waszych zainteresowań, za nic macie dokonania Winter, Disembowelement, Asphyx, Autopsy czy Bolt Thrower, a na hasło „metal śmierci” na myśl przychodzi Wam przede wszystkim jakiś chujowy Symbolikał. Wówczas rzeczywiście, nie zaprzątajcie sobie głowy tym świetnym, trzydziestosześciominutowym debiutem zespołu z Portland. Wszak faktycznie, nie znajdziecie tutaj niczego odkrywczego – tylko zwały gruzu polane rozgrzaną, oblepiającą wszystko papą.
Besotten mimo zaledwie pięcioletniego stażu na scenie nagrał album dojrzały i ciekawy, oczywiście w przywołanej już konwencji death/doom metalu. Wiedzą, kiedy muzyka powinna przyspieszyć („Cruentation”), kiedy zwolnić, a kiedy nawet bardzo zwolnić („Bathed in Insufferable Light”), ocierając się o funeral doom metalowe klimaty. Wiedzą, jak ma brzmieć taki album – że wokal ma mieć pogłos jak z pieczary, że gitary powinny być ciężkie, a rytm perkusyjny doskonale wyczuwalny, nie tracąc przy tym surowego sznytu. Dlatego też uważam, że ten krążek to jedna z lepszych płyt w gatunku w tym roku, a przecież doom/death metal to trochę taka studnia bez dna, z której co i rusz wypełzają kolejne obrzydliwie dobre twory.
Ja już dziś zapisuję w kajecik, że „Eye of the Monolithicrypt” to zakup obowiązkowy. Mam nadzieję, że któreś z rodzimych distro ściągnie ten materiał i będę mógł cieszyć się nim w fizycznym formacie. Do tego czasu – i do czasu premiery – katuję w postaci, w jakiej mam. Ale robię to często i z niekłamaną przyjemnością.





